sobota, 23 lipca 2016

"Piekielnie twarda sztuka" - Christmas Abbott - recenzja

Jakiś czas temu dzięki współpracy z Wydawnictwem SQN wpadła mi w ręce książka inna niż wszystkie. Tematyką jest oczywiście fit i zdrowa sylwetka oraz dieta. Natomiast podejście do tematu jest nieco odmienne. Crossfit i dieta białkowo-tłuszczowa ,to słowa klucze. Zainteresowana? Czytaj dalej :) 


Książka "Piekielnie twarda sztuka; ćwiczenia i dieta dla zuchwałych", to połączenie motywacji, wiedzy, planu treningowego i dietetycznego. Autorka opowiada o drodze, jaką przebyła, aby wyglądać fit, być zdrową i silną- bo nie była taka od zawsze. Znajdziemy tu zatem wiele słów motywacji, które traktują o pokonywaniu słabości, strachu, kompleksów i czerpaniu szczęścia z ćwiczeń. 

TEORIA

Co spodobało mi się najbardziej, z lektury dowiadujemy się wiele podstaw z dziedziny odżywiania. Christmas tłumaczy czym są białka, węglowodany i tłuszcze, za co odpowiadają i z jakich pokarmów je czerpać. 

Z perspektywy osoby, która zna temat, a wie, że książkę może czytać ktoś zupełnie zielony, w paru momentach obawiałam się, że autorka może być opacznie zrozumiana. Na przykład, pisze, że tłuszcze są super, ale w tym samym akapicie pomija fakt szkodliwości tłuszczów trans. Jednak finalnie z całości książki łatwo wysnuć wnioski o jakich tłuszczach Abbott mówi. Tym bardziej, że konkretne jego źródła znajdziemy w jadłospisach.

Ciekawym spojrzeniem, jest stawianie nacisku na pośladki. Christmas uważa, że pośladki, to najlepsza część ciała kobiety i zapewnia, że jej dieta i trening ułożone są tak, aby spalać tłuszcz właśnie z tej części ciała. Niestety moim zdaniem jest to trochę przesadzone, bo o ile treningiem jak najbardziej da się wyrzeźbić konkretną partię, o tyle tłuszcz spalamy raczej równomiernie z całego ciała. Nie oznacza to jednak, że neguję efekty, które gwarantuje autorka. Myślę, że połączenie diety i treningu crossfitowego pozwoli na osiągnięcie podobnych rezultatów, jakie wypracowała sobie Christmas Abbott.

PRAKTYKA - DIETA

Nie ma uniwersalnych diet i treningów. Jednak muszę przyznać, że książka jest całkiem uniwersalna! Christmas udało się to osiągnąć poprzez podział na 4 typy sylwetki i cele. Następnie stworzyła długie listy produktów z podziałem na węglowodany, białka i tłuszcze. Do każdego produktu przypisuje daną ilość, która stanowi "cegiełkę". Na przykład jedno jajko, albo 30g wołowiny to jedna cegiełka białka. Później mamy tabelki. Dla każdego typu sylwetki i celu mamy inną ilość cegiełek. Dlatego posiłki możemy komponować łatwo i na przeróżne sposoby samodzielnie. Znajdziemy w książce jednak sporo smacznych przepisów. 3 typy/cele wymagają ważenia przynajmniej na początku, jednak Christmas przygotowała też wersję bez ważenia. Co fajne  i przydatne gdy żyje się w biegu lub gdy ciężko nam zjeść 5 posiłków, autorka dopuszcza pełnowartościowe koktajle, jako zamienniki posiłku

Jeśli chodzi o kompozycję diety, jest to coś w rodzaju diety białkowo-tłuszczowej, bo węglowodany czerpie się praktycznie tylko z warzyw i owoców. Strączki nie są dopuszczalne. 
Czy przeszłabym na taką dietę? Szczerze mówiąc, BARDZO mnie kusiło po przeczytaniu lektury. Natomiast należę raczej do tych, którzy obawiają się wykluczania czy drastycznego ograniczania grup pokarmów. Mimo, ze zwolennicy białkowo-tłuszczowej diety głośno krzyczą o jej zaletach zdrowotnych, ja nie jestem przekonana, czy to nie ucieczka z deszczu pod rynnę.

PRAKTYKA - TRENING

Trening "dla zuchwałych", to taki domowy CrossFit z obciążeniem tylko własnego ciała. Zestawów jest kilka, a treningi trwają tylko 20 minut, ale są bardzo intensywne, a ćwiczenia są ciekawe :) Głównie wielostawowe, a więc super angażujące wszystkie mięśnie. Sporo modyfikacji pompek i przysiadów i fajne ćwiczenia na brzuch :) 
___

Dajcie znać, czy zaintrygowała Was ta książka :) 
A może już czytałyście? 
Co sądzicie o diecie białkowo-tłuszczowej? 

4 komentarze:

  1. może nabędę to się wreszcie zmotywuję do działania bo ze mną z dnia na dzień coraz gorzej i tłumaczę sobie że to nie wina mojego jedzenia a sama nie wiem czego ;p w życiu nie schudnę z takim podejściem ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam! A raczej ćwiczyłam ;) Bardzo mi się podobała, ponieważ nie mam zbyt wiele czasu w ciągu dnia, a te 20-minutowe treningi były dla mnie optymalne. Polecam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, 20 minut to bardzo dobry czas! łatwiej też się zmotywować do krótszych ćwiczeń.

    OdpowiedzUsuń

Przemyślenia? Podziel się! Pytania? Śmiało!