poniedziałek, 13 lipca 2015

Pozdrowienia dla różowych pań z tyłu, czyli Adidas Ewa Chodakowska & #mygirls - FOTORELACJA

W końcu! Fotorelacja z długo wyczekiwanego największego treningu w Polsce z Ewą Chodakowską, który odbył się w Warszawie 20 czerwca 2015 roku :) Dzięki Sklepowi Biegacza na warszawskim Powiślu miałyśmy okazję wybrać się na to wydarzenie radosną grupą zmotywowanych kobiet i w dodatku z fotografem :) Wszystkie poniższe zdjęcia są autorstwa Karola Zagożdżona.


Event odbywał się w tym roku na Skwerze Khala. Nie chcę kręcić nosem, ale pierwsze co nas uderzyło, to słaba miejscówka - miejsca było troszkę za mało. To wrażenie dodatkowo potęgowane było przez drzewa/krzaki i namiot z nagłośnieniem stojący na środku i dzielący obszar na dwie części. Drugą połowę tłumu mogłam widzieć jedynie na telebimach :( Ale ten lekki zawód został szybko zdominowany przez ogień atmosfery! :)


Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam podekscytowana, jak jakaś mała dziewczynka, która lada chwila zobaczy swoją idolkę. Nie jestem typem, który jara się sławnymi osobami. Od dawna też już tylko sporadycznie czytam posty Ewy. Ale ćwiczyłam z nią TYLE czasu, nadal uwielbiam wracać do jej treningów i to dzięki niej zmieniło się moje życie! Gdy nie mieszkałam w Warszawie, nie było mi dane przyjechać na treningi Ewki w poprzednich latach. Dlatego radość, czysta radość i niesamowite podekscytowanie buzowały w moim sercu:) 

Ale od początku!
Najpierw zbiórka pod Sklepem Biegacza. Czas dla fotoreportera, a potem maty pod pachy i go!






Gdy przyszłyśmy, akurat trwał jakiś rozgrzewkowy trening z bliżej niezidentyfikowanym (przynajmniej dla mnie) osobnikiem :) Wykorzystałyśmy ten czas na znalezienie miejsca dla całej grupy, hen daleko od sceny. No i na zawarcie nowych znajomości, co by potwierdzić powiedzenie, że pasja łączy ludzi :) Rudą Dominikę ruda Dominika poznała już wcześniej na treningach N+TC przed Sklepem Biegacza. Tym razem miałam przyjemność poćwiczyć również między innymi z Martą z bloga Pamiętnik zdrowego życia. Jeszcze trochę czasu na foteczki, bo szkoda by było nie uwiecznić tych chwil!

Szczęśliwa byłam - chyba nie muszę powtarzać? :D





Te śliczne dziewczyny poznałam na treningach Pole Dance. Wniosek? Warto działać, wychodzić, uczestniczyć - takie znajomości są nieocenione:)

Oczywiście bez Andżeliki z BIEGomania to nie byłoby to samo ;) 

No i jest! PUZEL wchodzi na scenę i impreza się zaczyna! Zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać, a z każdą minutą treningu byłam coraz bardziej pozytywnie zaskoczona. Lefteris przekazał mi, nam, jeszcze więcej radosnej energii. Jego trening miał być tylko rozgrzewką, jednak chwilami dał popalić i w sumie trwał chyba prawie godzinę. Nie liczyłam, bo świetnie się bawiłam.  Mąż Ewy to niezły showman :) Niesamowicie  podobało mi się to, jak wchodził z nami w interakcję. Podzielił tłum na trzy strefy i robił "zawody" która część będzie bardziej rozkrzyczana na zawołanie. Sypał żartami i tryskał humorem. Na dane hasło trzeba było robić dane ćwiczenia, które przeplatał w różnej kolejności i zmieniał coraz szybciej i szybciej :)

Większość z naszej grupy ubrana była na różowo, przez co rzucałyśmy się w oczy. Dzięki temu  kopnął nas zaszczyt, bo zostałyśmy pozdrowione! Tak tak! Lefteris pochwalił nas machając i mówiąc coś w stylu "I like the pink on the back!" :) 



Nareszcie :)



Ewidentnie się pogubiłam w krokach :D






No i nadeszła wiekopomna chwila. Ewa w końcu weszła na scenę :) Wulkan energii!






Ewa na żywo prowadzi trening zupełnie inaczej. Jest tysiąc razy bardziej energetyczna, krzyczy, szaleje, żartuje, a uśmiech nie schodzi jej z twarzy :) Trening #mygirls był, powiedziałabym, symboliczny :) Minął  szybko, jak mrugnięcie okiem, a ja chciałam WIĘCEJ! Ale moim zdaniem właśnie to było fajne z jej strony: wyzwaniu podołać mogły osoby początkujące, a zaawansowani też na pewno się choć trochę zmęczyli. Tutaj liczyło się to, że ćwiczymy wspólnie! Że ludzie z całej Polski zjechali się na ten jeden trening! 


Well done! :) 

Na koniec pobiegłam jeszcze pod scenę na panoramiczne zdjęcie, które Ewa zamarzyła sobie zrobić. Niestety nie udało mi się przybić jej piony, ale byłam dostatecznie blisko, by zobaczyć jak bardzo jest szczęśliwa ;) 

Powyższe zdjęcie jest akurat mojego autorstwa ;) 



Na zakończenie odbył się jeszcze jeden trening, z Tomkiem Choińskim. Nie mogłam zostać, niestety, bo podobno Tomek zrobił dobrą robotę - wymęczył wszystkich niedomęczonych :)

Kto był, a kto się wybiera za rok?!:) Mam nadzieję, że DO ZOBACZENIA! 

3 komentarze:

  1. Skąd ta różowa bluzeczka z dłuższym rękawem? Nie ukrywam, że zauroczyła mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. takie imprezy to świetna sprawa :) motywacja w czystej postaci ;)

    OdpowiedzUsuń

Przemyślenia? Podziel się! Pytania? Śmiało!