środa, 7 stycznia 2015

Wyzwanie na rok 2015- PROJEKT FIT&SEXY

KLIKNIJ, ABY PRZEJŚĆ DO WYDARZENIA


2015 rok- nowe cele, nowe postanowienia, rozwój.
Aby to spełnić, potrzebujemy motywacji. Najlepiej znaleźć ją w sobie, ale przecież w grupie siła!

Na tablicy naszego nowego wydarzenia każdy może umieszczać wszystko co go motywuje. Wzajemnie nakręcamy się, chwalimy się odbytymi treningami i postępami!
Nie zabraknie również niezbędnych informacji.

Planuję urządzać jednodniowe wyzwania, które zmobilizują nas do dobrych nawyków:)

Wsparcie psychologiczne,
kop w dupę,
znajdziecie tu wszystko, by się nie poddać:)
Zapraszam do aktywnego uczestnictwa, bo jak mówiłam:  w kupie siła! :)

Szczególnie jeśli jesteś początkujący - zachęcam do przeczytania opisu wydarzenia ;)

Mężczyźni mile widziani! :)

KLIKNIJ, ABY PRZEJŚĆ DO WYDARZENIA

20 komentarzy:

  1. Oby wszystkim udało się osiągnąć swoje postanowienia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam. :) To znowu ja. Wybacz, że trochę Ciebie pomęczę, ale jest taka sprawa, że.. ogółem to jak po pierwszym razie ćwiczeń byłam załamana, że tak słabo odczuwam ból. Dlatego chciałam go odczuć na własnej skórze i dwa dni później (bo wcześniej nie mogłam, byłam zajęta) dałam na treningu całą siebie. No i fajnie. Następnego dnia, że miałąm wolną chatę postanowiłam ją wykorzystać do ćwiczeń, tyle że przed ćwiczeniami zaczęłam się denerwować.. bo czułam, że skoro dzień wcześniej pomimo bólu dałam radę to że teraz choćby się waliło i paliło to też muszę tą radę dać. I chodzi o to, że rzecz jasna wykonałam trening w całości, chociaż ból potęgowały zakwasy z poprzedniego dnia, ale czułam się przygnębiona, bo w głowie zrodziły mi się myśli, że i tak nie dam rady, że będzie mnie jeszcze bardziej bolało i ogólnie ogarnął mnie smutek. Myślałam, że mi minie, ale do dzisiaj się utrzymuje. :( A nie chcę się poddawać, w życiu tego nie zrobię! Za dobrze mi idzie, ale ten stan umysłu pełen takiego niezadowolenia.. jakby to "cel" miał nade mną władzę.
    Czuję, że po prostu teraz nie wolno mi upaść, w sensie, że nie może mi być, np. dane odpuścić sobie coś albo robić w tempie mi odpowiadającym (zwłaszcza jeśli dzień wcześniej było ono szybsze), bo mam być coraz lepsza a nie coraz gorsza.
    Jestem między młotem a kowadłem, bo do tej pory byłam tak pozytywnie do tego wszystkiego nastawiona! I nadal jestem w głębi duszy, ale wewnętrzny smutek mi na to nie pozwala. Nie wiem co z tym zrobić, bo nie chcę się tak czuć.. a na pewno się nie poddam. NIE MA SZANS!
    Jednocześnie nie chcę odczuwać, że codzienne ćwiczenia to mój obowiązek. To ma być w końcu przyjemność. :) Wiem, mój mózg to skomplikowana sprawa, ale spróbujesz mi pomóc? Nie wiem.. pokonać te okrutne myśli!
    Chcę skakać z radości, a nie zamulać.
    Aha, a co do treningów to np. Ewka mówi w Ekstra Figurze, że należy ćwiczyć systematycznie tj. conajmniej 3 razy w tygodniu. Myślisz, że jako początkująca, żeby.. po prostu jednym dniem przerwy się doładowywać pozytywnie to mogę ćwiczyć właśnie co drugi dzień? Albo no przykładowo: poniedziałki, środy, piątki, niedziele albo poniedziałki, środy, soboty? I stopniowo wchodzić w codzienne treningi albo na tyle na ile będę pozytywnie naładowana? Bo nie chcę ze smutkiem podchodzić do ćwiczeń, lecz z uśmiechem na mordce.
    Ogromnie będę wdzięczna za odpowiedź i przepraszam bardzo, że Cię męczę.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że powinnaś na początku ćwiczyć 3 razy w tygodniu. Organizm musi się przyzwyczaić i mieć czas na regenerację. Później być może będziesz miała ochotę na więcej i ból przez zakwasy nie będzie Ci już tak przeszkadzał. Ja też zaczynałam od 3 treningów w tygodniu. Ból "zakwasów" to, można powiedzieć, coś dobrego ;) Zrób sobie teraz ze dwa dni odpoczynku. Zakwasy w tym czasie być może nie miną do końca, ale trzeba je będzie po prostu "rozćwiczyć". Nie rób spiny, że coś musisz. Słuchaj swojego organizmu :) Poza tym logiczne jest, że z zakwasami ćwiczy się trudniej, więc nie jest to powód do nerwów- każdy tak ma ;)

      Usuń
    2. Bogu dzięki, dzisiaj trochę przemyślałam sobie mój "wewnętrzny smutek" i w sumie zadzwoniłam do bardzo dobrej koleżanki, która jako jedyna wie o moich planach wobec siebie i trochę jak się jej wygadałam to.. odzyskałam energię, uśmiech i ruszyłam do pracy! No bo najpierw ćwiczyłam w czwartek (no ale bolało tak trochę), w sobotę (w piąte nie miałam czasu) odwaliłam niezłą robotę, wczoraj miałam wieczorem dziwny humor i jakby chciałam wraz z nowym tygodniem zacząć regularne ćwiczenia (czyli że po prostu w tym tygodniu ustalę dni, w które będę ćwiczyć).
      Dzisiaj było ciężko, bolało, ale robiłam cały zestaw przed lustrem, aby poprawić niektóre drobne błędy i z jednej strony siedział we mnie podły głos "To boli!", "Jak Ty dasz radę?", a z drugiej strony starałam się dać z siebie tyle, ile jestem w stanie. A po każdej rundzie spokojnie oddychałam, mówiąc sobie "Ma boleć, to jest to, poczuj pieczenie - to znaczy, że wszystko działa" (bardziej bym się denerwowała, gdyby nie bolało wcale). :D
      Nie wiem jak to możliwe, ale dotarłam do końca (trzeci dzień z rzędu; może za duże wymogi, ale dzisiaj chciałam wraz z nowym tygodniem wszystko sobie ustalić, tym bardziej, że mama w pracy i wolne mieszkanko było). Ale.. kiedy był ten czas na odpoczynek i ta Ewka tam mówi, że wie, że dałam z siebie wszystko.. WOW! To było mega uczucie i miałam ochotę góry przenieść. Zaczęłam się sama do siebie szczerzyć i koniec końców wszystko jest już w porządku. Muszę walczyć z myślami, które chcą mnie odwieść od celu.
      Uff.. czyli nie ma parcia, że otrzymam efekty ćwicząc dzień w dzień? To dobrze. :) Chociaż nie o efekty mi tu chodzi, ale żeby pokochać ten ruch, żeby wiosną skakać na dworze i móc się chwalić jaką mam kondycję! :D W każdym razie dziękuję, że odpisałaś. Jesteś kochana, to dużo dla mnie znaczy. Plan mam taki: poniedziałek - zaliczony, kolejny trening - środa?, a jeszcze następny - sobota. Tak w miarę rozłożone w czasie i będzie dobrze. Prawda?
      Dzięki za wsparcie! <3 Mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej. :)

      PS. Myślisz, że mimo wszystko za jakieś pół roku będzie widać pierwsze efekty? :D

      Usuń
    3. Zawsze jest satysfakcja po zakończonym treningu :) Jestem pewna, że zobaczysz efekty za pół roku. Myślę też, że za parę miesięcy będziesz gotowa, żeby ćwiczyć 4 razy w tygodniu ;) Polecam po jakichś 2-3 miesiącach zmienić trening, bo ciało się po jakimś czasie przyzwyczaja do danych ćwiczeń :)

      Usuń
  3. Okej, czyli jeszcze z 2-3 miesiące mogę ćwiczyć Ekstra Figurę - to dobrze. Później podniosę sobie poprzeczkę. No, to prawda, że zawsze jest uczucie satysfakcji, chociaż kiedy zaczynamy się obarczać, że coś nam się nie podobało to właśnie jest tak jak miałm prawie cały poniedziałek.. ale teraz jest okej, mam nadzieję, że tak pozostanie.
    A dzisiaj wypróbuję Twój przepis na jajeczno-bananowe placuszki! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana Domi. :)
    Wczoraj odpoczęłam sobie nieco od ćwiczeń, chociaż przyznam szczerze, że profil Chodakowskiej i pusty chwilowo dom zachęcał mnie do skorzystania z możliwości wykonania treningu, jednakże zmykałam później planowo z domku i się już nie skusiłam. Nie miałam jak. Zresztą jeden dzień wolnego (no nie licząc poprzedniego piątku, ale wtedy nie miałam jak ćwiczyć) mi się przydał. :) Natomiast dzisiaj zamknęłam mamę w moim małym pokoju, powiedziałam, że nawet jak będzie dzonił telefon to ma z niego nie wychodzić no i.. ćwiczyłam za ścianą.
    Piszę dlatego, że jestem jednocześnie zachwycona, a z drugiej strony zadziwiona.. Robiłam ćwiczenia to serio, paliło żywcem, ale między rundami zauważyłam, że lepiej łapię oddech, a ćwiczenia takie bardzo proste, w których ogarniałam technikę od początku.. nie bolą prawie wcale! W sensie pod koniec je czuję, ale to bardziej mnie relaksuję niż.. że po nich zdycham. Dziś ogółem był mój 5 trening i tak się zastanawiam: czy to możliwe, żeby już moje ciało przyzwyczajało się do niektórych ćwiczeń? :O Ponadto nawet pojedyncze rundy, które sprawiały mi ból.. to po ćwiczeniach nie czułam zakwasów ani bólu w nogach (może ciut-ciut po kąpieli).
    Ale serio? To możliwe, żeby powoli małymi kroczkami było coraz łatwiej i mniej boleśnie (oczywiście zacznę od siebie wtedy więcej wymagać :D)? Pragnę też podkreślić, że drugi raz z rzędu robiłam zestaw przed lustrem, więc widziałam czy robię dobrze czy źle. :)
    Uściski! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no jasne, z każdym treningiem będzie lepiej:) Skoro już ogarnęłaś technikę, możesz skupić się na napinaniu mięśni w tych ćwiczeniach i pełnym zakresie ruchu:) Oczywiście nadal ćwicz przed lustrem. Czyli jednak nie robisz przerw co drugi dzień?
      Mam pytanie: czemu nei możesz ćwiczyć, gdy mama jest w domu lub pokoju?

      Usuń
  5. W sensie od tego tygodnia to: ćwiczyłam w poniedziałek, we wtorek - przerwa, bo nie było mnie w domu i zresztą tą przerwę zaplanowałam po tym moim "wewnętrznym, jednodniowym smutku", w środę ćwiczyłam, dzisiaj baaardzo chciałam, ale niestety w czwartki nie ma mnie praktycznie w domu, a nie ćwiczę o 21:00-22:00 kiedy mama już śpi, jest padnięta po pracy i jeszcze musiałabym ją wyganiać do drugiego pokoju. :) Ale dzisiaj naprawdę miałam ogromną ochotę poćwiczyć (zaczynam czuć pośladki, w sensie lekkie zakwasy :D) + tego dnia mija tydzień od kiedy zdrowo się odżywiam, nie miałam żadnej słodkości w gębie no i ćwiczę. :) Chcę juto poćwiczyć, w sobotę również (chociaż nie wiem czy mi się uda, bo mam kolędę) oraz w niedzielę się postaram. Co prawda wieczorami się uczę, ale normalnie chyba wstanę wcześniej rano, żeby tylko się poruszać. Rzecz jasna nie wiem czy mój pomysł wypali, ale byłoby ciekawie. :) W ogóle jestem teraz napalona na różnego rodzaju aktywność fizyczną - chcę iść na łyżwy, nie mogę się doczekać wiosny oraz roweru <3 + nawet kiedy mi się nie chce iść z przystanku do domu to przypominam sobie, że w ten sposób uprawiam jakiś tam sport. :) To jest mega! Tylko, żeby tak zimno nie było.. :D
    Ogółem ciężko mi tutaj będzie się ogarnąć w przyszłych dwóch tygodniach, bo mam masę sprawdzianów przed feriami zimowymi, jednakże.. jakoś damy radę. Już te 45 minut mnie nie zbawi (najwyżej 45 minut później pójdę spać).
    Naprawdę.. jestem zarażona pozytywną energią, mam nadzieję, że ta motywacja się we mnie utrzyma. Nawet patrzenie na chude dziewczyny z mojej klasy mnie już nie dobija, bo myślę sobie, że ja ciężką pracą osiągnę efekt wymarzonego ciałka, a ich brzuszek i nóżki tylko mnie do tego motywują.. No i bikini w lato! <3
    Tylko jeden problem: bo ogółem mam dość spore łydki i zastanawiam się czy nawet jeśli mam po prostu tak rozbudowane mięśnie to myślisz, że i tak się nieco w czasie ćwiczeń wysmuklą, tak proporcjonalnie z resztą ciała? Po jeśli mam mieć chude uda, a łydki ani drgną.. to będzie fatalnie.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z takim zapałem, to pewnego dnia będziesz miała lepszą figurę, niż szczupłe dziewczyny, których są tysiące :) będziesz się wyróżniać, bo będziesz wysportowana, a oprócz tego zdrowa i mega silna :) Nie zawal nauki, zawsze można wstać wcześniej, żeby się wyrobić:) Myślę, że o łydkach będziesz myśleć później, nie powinny się rozbudować, bo te treningi nie angażują ich za bardzo. Będzie super ogółem, zobaczysz. Czasem nie możemy zmienić w sobie czegoś, ale na resztę możemy zapracować i tym odciągnąć uwagę od tego, co nam się w sobie nie podoba ;)

      Usuń
  6. To znaczy, ja się nie boję o to, że łydki mi się rozbudują, lecz że nic się nie zmienią, a reszta ciała tak. To byłoby słabe. :(
    Chociaż staram się nie myśleć tak naprzód, bo wtedy łatwo zaprzepaścić to, co tuż przed nami. :) Jutro w ogóle tak nieco zabawnie, bo ludziska będą na godz. wychowawczej ogarniać słodycze z wigilii klasowej, a mnie wśród nich nie będzie (największego odkurzacza słodkiego! :D). Ale szczerze?? Nie robi mi to! CUD.Wcześniej dwóch dni bez słodyczy wytrzymać nie mogłam, ale zauważyłam, że naprawdę przy regularnych posiłkach i odstępie czasu między nimi (mniej więcej 3h) to w ogóle nie czuję takiego słodyczowego głodu. Ojciec ostatnio mi do domu zapakował paczuszkę Michałków, a skoro stwierdziłam, że mi one nie są potrzebne to dzisiaj zaniosłam je mojej koleżance ze szkoły, która jako jedyna wie, że zaczęłam prowadzić zdrowy tryb życia, bo nie mam zamiaru tego nazywać dietą czy odchudzaniem - nie chodzę głodna! Wręcz przeciwnie. Poznaję nowe smaki, to jest niesamowite. :)
    Swoją drogą po jakimś 3-4 treningu to rozkminiałam jak to jest, że chcę pokochać ból mięśni, ale jak pali.. i na samą myśl, że mam sobie kiedyś podnosić poprzeczkę.. ale kiedy faktycznie zaczyna mnie to wszystko mniej boleć to człowiek odruchowo stawia robi sobie pod górkę. Boziu, oby został taki power. Nie na tydzień czy dwa, ale na resztę życia! :)
    Jednakże pierwszy raz odczuwam coś takiego, że to naprawdę MA SENS, że to MOŻE SIĘ UDAĆ i najważniejsze to, że czuję, że TEGO CHCĘ całą sobą. :) A Ty normalnie kobieto jesteś wspaniała, że wciąż do mnie odpisujesz, jesteś niesamowita! <3
    Dobrej nocki. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trzymaj się i swoją motywację :) Pozdrawiam

      Usuń
  7. Hej. :)
    Piszę do Ciebie znowu, bo mam pewne zapytania: czy między rundami w czasie treningu można sobie wziąć kilka łyków wody? Bo na początku jej nie piłam, ale teraz baaardzo zasycha mi w gardle. Po drugie: hm, czy jesteś mi w stanie doradzić co mam zrobić, żeby nie patrzeć w to głupie lustro? :D Bo naprawdę.. oczywiście, że jako dziewczyna oczekuję efektów pięknego ciała, no ale przecież to nie o to chodzi. Mój cel to zmienić tryb życia na ZDROWY. :) Plus chcę się zafascynować ćwiczeniami. Może tego aż tak nie zauważam w tym zawirowaniu codziennego życia między książkami, gdyż teraz dużo nauki jest, ale.. dzisiaj mija mój 12 dzień od kiedy wywróciłam swoje 24 godziny w ciągu doby do góry nogami. I serio jestem z tego dumna, ale to non-stop oglądanie się w lustrze i nadzieja na jakieś małe efekty sprawiają, że mój mózg wmawia sobie, że tego pięknego ciała i tak nigdy nie zobaczę, bo na pewno albo robię źle ćwiczenia albo źle się odżywiam czy coś. Bo nie trzymam się jadłospisów Ewy Chodakowskiej - w końcu nie zmienię preferencji żywieniowych z dnia na dzień.
    Tak sobie właśnie pomyślałam czy jest możliwość skontaktowania się z Tobą na Facebooku? Napisałabym Ci przykładowy mój dzień pod względem odżywiania i może rzuciłabyś na to okiem? :)
    W każdym razie w zeszłym tygodniu ćwiczyłam jednak 4 razy. :D I chyba przy tym zostanę. Miałam ochotę na piąty, ale stwierdziłam, że dam sobie na razie spokój. Lepiej gonić za marzeniami stopniowo, mierząc siły na zamiary niż rzucając się na głęboką wodę. Na pewno stałe treningi wypadają: w poniedziałki, środy, piątki + ewentualnie w soboty rano ten trening premium. :)
    Dzisiaj byłam zachwycona swoją postawą. Jak miałam kartę na siłownię i bym pomyślała o jutrzejszym sprawdzianie z matmy.. nie poszłabym na nią. Chyba w ogóle bym tyłka nie ruszyła. A z Chodakowską to tylko czekam, aż mój organizm nieco stawi pokarm i działam!
    Nadal mam ogromną mobilizację w sobie i wszystko jest w porządku, tylko nie wiem czemu wydaje mi się, że JA nie mogę osiągnąć tego pięknego ciała. Że za pół roku będę wyglądać identycznie.
    PS. Nie zawsze jestem w stanie napiąć te mięśnie brzucha podczas ćwiczeń, ale myślisz, że z Ekstra Figurą da radę sobie wysmuklić brzuszek? Dzięki za czytanie tych wypocin. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. etap z lustrem każdy musi przejść:) Polecam zrobić sobie zdjęcia teraz, za miesiąc, za dwa, za trzy- wtedy zobaczysz różnice. Wodę musisz pić koniecznie. Poszperaj trochę w moim blogu w celu zgromadzenia informacji, pisałam post o wodzie. Na facebooka zapraszam: https://www.facebook.com/pages/I-can-be-fit/389624547835483?ref=hl

      Usuń
  8. Hm.. ale wody w sensie wody? Czy wody po postacią wody oraz herbaty itd.? :)
    Oj.. zdjęć to ja już mam cały album! :D
    To tam na Facebooku też można napisać wiadomość do Ciebie jakby prywatnie na tym "I can be fit", prawda? Więc jakby co to wyślę Ci ze dwa zdjęcia mojego odżywiania się. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pffu, no tak, mi chodziło o wodę w czasie treningów, okej. Czyli mogę pić wodę. :) To dobrze. :D

    OdpowiedzUsuń

Przemyślenia? Podziel się! Pytania? Śmiało!