czwartek, 27 listopada 2014

Spadek motywacji ...

Przeżywałam wiele chwilowych "spadków motywacji" na swojej, nazwijmy to, fit-drodze. Szczególnie na początku, ale to przechodzi chyba każdy:) Jednak te chwile "niechcemisię" były krótkie, maksymalnie tygodniowe, a mijały zazwyczaj wraz z końcem treningu, do którego się zmuszałam.

Od września jestem w dziwnej dla siebie sytuacji. W wakacje byłam w formie życia, bo zimą zapracowałam naprawdę ciężko na nowe ciało. Motywacja więc wzrosła, miałam wielkie plany treningowe, również żywieniowe. Jednak przeprowadzka do mieszkania w bloku, zmiana uczelni, inny tryb życia, spowolniły mnie, rozleniwiły, postawiły przeszkody, których nie mogę przejść. Nie mam wystarczającej motywacji do tego, by.. się zmotywować! Boję się, że wkurzę sąsiadów z dołu tupaniem, szczególnie wieczorem, gdy prawdopodobnie też wracają z pracy i potrzebują spokoju we własnym domu. Nie dam rady wcześniej wstać, gdy jestem zmęczona poprzednim pracowitym dniem. Nie mam kasy na siłownię, czy na fitness, a poza tym niczego takiego nie mam tu w pobliżu. Najbardziej odpowiednim treningiem dla mnie jest trening siłowy, a cardio czy interwały powinnam ograniczać. Mam co prawda regulowane hantle w domu i ćwiczę z nimi, ale to nie to samo co siłownia. To są moje największe demotywatory. 

Ćwiczę, owszem. Ale nie zaginam już w tym celu czasoprzestrzeni, nie katuję się gdy jestem zmęczona, czy przeziębiona i gdy pora mi nie odpowiada z wyżej wymienionych powodów. Ćwiczę bardziej dlatego, że lubię, że chcę, że to dla mnie forma spędzania wolnego czasu, sposób na zdrowie. Coś co daje mi tyle radości, że nie może już tego w moim życiu zabraknąć. 
Ale cel w postaci efektów nie jest już dla mnie priorytetem! Nie rozumiem sama dlaczego.

Dzisiaj nagle, ni stąd i zowąd, przypomniało mi się, że w ubiegłym roku akademickim, wstawałam o 6 rano, żeby przed uczelnią zrobić trening, bo wieczorem nie miałabym czasu! Pomyślałam: naprawdę tak robiłam? Przecież to nie ja! Podziwiam tamtą dziewczynę!

Kocham aktywność fizyczną, uwielbiam to jak zmienia się ciało, siła, kondycja. Uwielbiam próbować nowych sportów. Jednak z fitnessem mam już chyba taką relację, nazwałabym długoterminową. Nie wymagam od niego efektów na już, na teraz, na wakacje, więc i on ode mnie przestał wymagać wycisku choćby się paliło i waliło.

Nadal twierdzę, że sport kształtuje silną wolę, uczy dyscypliny. Mnie nauczył. Tylko chyba muszę od tego jeszcze trochę poodpoczywać. Być może gdy znów nastawię się na efekty, wróci ta silna kobieta, która ćwiczy 6 razy w tygodniu, nie ważne czy o 6 rano czy o 23 wieczorem:)  Trzymajcie kciuki, bo wiecie co? Trochę za nią tęsknię :( 


PS Osoby szukające motywacji zapraszam tutaj:
Jak się zmotywować?
32 powody, by ćwiczyć

6 komentarzy:

  1. miałam tez taki kryzys, trwał on aż pół roku. czasami trzeba trochę wyluzować. przestać się spinać, cieszyć się tym co jest a potem wrócić z naładowanym akumulatorem ze zdwojoną siłą! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, podniosłaś mnie na duchu:)

      Usuń
  2. Masz w sobie dużo siły! Kochana to przejściowe, może jesienna aura Ci nie sprzyja? :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Powoli małymi krokami wróć do tej dziewczyny :). Też miewałam takie kryzysy, ale u mnie one pogarszają sprawę :/. Ostatnio prawie cały tydzień się zbierałam, ale nie żałuje, że się zebrałam ;). Trzymam kciuki za Ciebie. Dasz radę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Spokojnie, systematycznie dochodzić do mniejszych celów, tak też można utrzymać motywację ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak..motywację można znaleźć i zgubić. Moja niby zawsze była, ale zakwitła dopiero niedawno. Czasem głupoty potrafią zdziałać cuda, sławny efekt motyla. Liczę na to, że nie przyleci motyl w odwrotną stronę, powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń

Przemyślenia? Podziel się! Pytania? Śmiało!