poniedziałek, 24 listopada 2014

Ortoreksja. Gdy zdrowe odżywianie staje się obsesją.

Każdy, kto zaczyna interesować się fitnessem, chcąc czy nie, musi pogodzić się z wiadomością, iż dieta nierozerwalnie się z nim wiąże. Nabywa więc co raz więcej informacji o tak zwanym zdrowym odżywianiu. Zdrowe jedzenie okazuje się nie tylko świetną alternatywą dla restrykcyjnej diety. Jest smaczne i łatwe w przygotowaniu, dostarcza wszystkich potrzebnych składników odżywczych, a my nigdy nie chodzimy głodni.

Dla wielu takie żywienie staje się w końcu jedynym właściwym wyborem. Dowiadujemy się o tych wszystkich okropnych chemicznych składnikach, znajdujących się nie tylko w typowo śmieciowym jedzeniu, ale jak się okazuje, w większości produktów na sklepowych półkach, nawet tych, które do tej pory uważaliśmy za zdrowe. Po co więc się truć, kiedy na świecie i tak tyle chorób? Skoro dobrze już wiemy jak czytać etykiety, możemy dokonać świadomego wyboru.

W pewnym momencie możemy przekroczyć cienką granicę, dzielącą zdrowy tryb życia, od zaburzenia odżywiania- ortoreksji. Jeśli to czytasz, zastanów się, czy przypadkiem nie idziesz w tym kierunku. 

Ortorektyk odrzuca wszystkie produkty, które zawierają jakikolwiek niezdrowy składnik. Absolutnie nie je nic, czego składu nie zna. Nie stołuje się na mieście. Przygotowuje posiłki sam. Ma pełną kontrolę nad tym, co je. Nie rozumie ludzi, którzy odżywiają się inaczej niż on. Dlatego w pewnym momencie zaczyna się od nich izolować, uważając ich za gorszych. Przecież on ma największą wiedzę na temat odżywiania, dlaczego nikt nie słucha jego rad? Jak oni mogą to jeść - zastanawia się, dodając w duchu "żal mi ich". No cóż, trudno - oni zachorują przez swoją nierozwagę, ja zatrzymam zdrowie do końca życia. 

Mam wrażenie, że w pewnym momencie życia posiadałam niektóre z cech ortorektyka. Dużo czytałam na temat zdrowej diety i przeraziłam się tą wiedzą. Wszędzie dodają ulepszacze, chemię, no i cukier (biały truciciel), czasami nie da się tego uniknąć. Postanowiłam więc nie tykać słodyczy, chipsów i wszelkich innych produktów, których jeść nie muszę, bo nie wnoszą nic dobrego do mojego organizmu, a wręcz przeciwnie- podtruwają go. 

Takie podejście utrzymywałam przez spory czas. Na szczęście w porę wyluzowałam i znalazłam złoty środek.
Pamiętaj, balans jest najważniejszy! Jeśli czujesz, że to całe zdrowie zaczyna iść w kierunku choroby, zatrzymaj się, zastanów i dąż do balansu. Zachęcam do przeczytania postu właśnie na ten temat- kliknij tutaj :)

Bądź zdrów,
Domi :) 


4 komentarze:

  1. Wszystko jest dla ludzi... ale z umiarem :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma co przesadzać zarówno w jedną jak i drugą stronę. To dla nas korzystne, że zwracamy uwagę na to co jemy, ale nie powinniśmy popadać w jakieś skrajności ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Perfekcjonizm gorszy od nazizmu :). Nie można przesadzać za bardzo w żadną stronę. Zdrowe odżywianie jest ważne, ale nie można odcinać się od ludzi lub robić rodzinie przykrości "Nie będę tego jadła, bo to z białej mąki!". Czasem można zrobić cheat meal lub day :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko jest dla ludzi. I tak, jak piszesz: na początku każdemu z nas, zmieniając nawyki żywieniowe, uprawiając sport, troszkę się w głowie zmienia. A czy damy się temu ponieść to już każdego indywidualna sprawa.

    OdpowiedzUsuń

Przemyślenia? Podziel się! Pytania? Śmiało!