niedziela, 27 lipca 2014

Park linowy - pokonać słabości

Wybrałam się dziś z przyjaciółmi do parku linowego. Byłam bardzo zapalona do tego pomysłu! Sport ekstremalny- nigdy wcześniej żadnego nie uprawiałam. Im starsza jestem, tym bardziej wszystkiego się boję. Nawet jazdy na sankach! Co z tego wyszło?:)

Gdy zobaczyłam tor "średni", 4-6 metrów, stwierdziłam, że sobie pooglądam. Razem z kolegą biliśmy się z myślami- wygląda hardkorowo, ale przyjechaliśmy tu po to! Pół godziny zajęło nam myślenie i w końcu stwierdziliśmy, że "raz się żyje" a poza tym "większość przeszkód nie wygląda aż tak strasznie".

Gdy stanęłam przed pierwszym torem do pokonania, pożałowałam swojej decyzji! Chciałam wracać (naprawdę!), póki jeszcze mogłam, ale mój chłopak mi "zabronił" :(. Nie pamiętam czy kiedykolwiek tak się bałam! Pierwszy tor to był jeden z najgorszych i najbardziej chwiejnych odcinków:
Nigdy w życiu jeszcze nie miałam adrenaliny na takim poziomie! Z dołu nie wygląda to tak strasznie. Co innego gdy się jest na górze i trzeba postawić krok na niestabilnym kołku! Byłam dosłownie sparaliżowana za każdym razem, gdy musiałam wejść na kolejny odcinek "drogi". Tak sucho w ustach nigdy nie miałam! W 1/3 drogi pragnęłam zawrócić, ale z drugiej strony, nie chciałam przechodzić drugi raz przez tą katorgę!

W połowie danego odcinka drogi, gdy opanowałam sposób na jego pokonanie, starałam się przyspieszać, żeby szybciej mieć z głowy. Stres na chwilkę lekko się zmniejszał, działał motywująco- mocno się skupiałam. Jednak gdy przed oczami miałam kolejny tor, i kolejny, byłam bliska płaczu!:D Czułam w rękach, jak krew mi się gotuje ze strachu! 

przez te kółka trzeba było przechodzić! :D

Jakby tego było mało, zaczęło zbierać się na burzę i zerwał się wielki wiatr! Wtedy to już myślałam, że będę  krzyczeć, żeby mnie zdejmowali :D Tym bardziej, że przede mną był najtrudniejszy odcinek...
Ciężko było puścić jedną rękę i oderwać nogę. Mega strasznie! A jak ręce bolały! Przedramiona i dłonie głównie. Ale powiem Wam, że adrenalina dodaje sił! Działa tak, że choćby ręce odpadały, to i tak przejdziesz! I nie spadniesz, bo tak się w tym strachu skupiasz, żeby dobrze postawić nogę, odpowiednio złapać linę...i nie popuścić w gacie :D :D

To akurat jeden z najbardziej lajtowych odcinków. I jeszcze na wysokości 4 m.
Im dalej, tym wyżej! 

Po ukończeniu toru doznałam eksplozji kolejnych uczuć nie do opisania! Najpierw mega ulga, a potem wielka DUMA, ogromna satysfakcja, niedowierzanie, że tego dokonałam! To była prawdziwa WALKA ze słabościami! I to "walka" niemal w sensie dosłownym! 
Tak wyglądałam przed zejściem z toru:) Trochę jak pracownik elektrowni :D 

Gdy byłam na górze, stwierdziłam, że nie polecę tego NIKOMU, kto nie miał do czynienia ze sportami ekstremalnymi, kto nie lubi adrenaliny, tak jak ja. Jednak jak mogę Wam odradzić coś, co sprawia, że czujesz się panią świata! której nic nie jest już straszne i żadna przeszkoda nie jest nie do pokonania!?

Jeśli chodzi o aspekt fizyczny tej podniebnej podróży, to można się nieźle namęczyć. Bałam się, że mam na to za słabe ręce. Jednak te zaczęły boleć dopiero pod koniec toru;) Także nie bać się! Ha Ha! ;DD

Stay fit i próbuj nowych rzeczy! 
To sprawia, że życie jest bardziej kolorowe!
-Domi

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. haha, tak myślisz?:D Nie miałam wyboru jak już weszłam... nie było odwrotu! Szkoda, że nie widziałaś mojej miny. Długie głośne wydechy pomagały opanować strach:D Podobnie jak przy ćwiczeniach ;)

      Usuń
  2. Wygląda ciekawie;-) Też pewnie bym się bała, nie lubię wysokości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też ;) Było strasznie, ale warto ! :)

      Usuń
  3. świetnie wyglądasz :) dla mnie to jest nie do pokonania, mam ogromny lęk wysokości. Widzę, że na Twojej twarzy uśmiech to nie było wcale tak źle :) gratuluję Ci, świetnie. Ja bym się nie odważyła :) A przy okazji też tak mam im starsza tym bardziej sie boje. Gdy w tym roku zdawałam prawo jazdy, aż mi się śniło, że mam wypadki samochodowe. Całuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uśmiech był przed i po:D na torze udało mi się go wykrzesać może z dwa razy! Serio!:D Uwielbiam się śmiać i często śmieję się też w strachu, jednak nie tym razem :D Bałam się, że jak się zaśmieję, to stracę równowagę haha! :)) No ja też mam straszne wizje, jeśli chodzi o samochody. Gdy człowiek zaczyna więcej myśleć, bardziej się boi ;)

      Usuń
  4. Dzień dobry, ponieważ mam dopiero 12 lat, będę się zwracała na Pani. Chciałabym Pani opowiedzieć historię wziętą z mojego życia związaną z parkiem linowym. Więc tak. Czwartego dnia Zielonej Szkoły pojechaliśmy do Parku Linowego. Byłam tam pierwszy raz w życiu. Byłam zachwycona, podekscytowana tym, nie mogłam się doczekać. Gdy tylko panowie zawiązali wszystkim uprzęże i założyli kaski nadszedł czas na trening. Polegał na zapoznaniu się z parkiem linowym, jak należy przechodzić dane przeszkody, zakładać karabinki czy tyrolki na linę. Początkowy test zdałam pomyślnie, pochwalono mnie. 😊 Następnie nadszedł czas na tor dziecięcy, no wiadomo, pierwszy raz trzeba się do parku przyzwyczaić. Też poradziłam z nim sobie bez żadnego problemu, mimo, że czasem byłam w trudnych warunkach. Potem, zdecydowałam się na tor średni. Na początku było dobrze, przechodziłam tory szybko i sprawnie (z początku były łatwe), ale później zaczęły się komplikacje. Panicznie bałam się stawać stopą na kolejny "blok" drewniany. Trzęsły się one okropnie. Czułam - tak jak Pani - suchość w ustach, w niektórych momentach myślałam, że zemdleje. Przy pomocy dopingu Pana Przewodnika jakoś dałam radę. Dodać muszę, że leciały mi łzy. No ale wracając do tematu, nadszedł czas na ostatnią tyrolke przed końcem średniego toru. Oczywiście jak na moje szczęście, nie zdążyłam się w porę złapać (ręce bolały mnie masakrycznie) i stanęłam w środku tyrolki. Nie miałam siły się podciągnąć, wszystko mnie bolało. Pan pracownik parku mi pomógł potem z niej zejść. Wreszcie stanęłam stopami na ziemi, myślałam "kocham ziemię". Nabawiłam się lęku wysokości. Byłam cała w ranach, siniakach, bolało mnie dosłownie wszystko. Takie są moje wspomnienia z parku linowego. Może kiedyś spróbuję jeszcze raz, ale nie szybko. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Claudia, muszę przyznać, że też nabawiłam się lęku wysokości po tej przygodzie. Na tyrolkę się nie zdecydowałam, zeszłam przed nią drabinką- znając moje szczęście zdarzyłoby mi się to, co Tobie :) Ale co nas nie zabije, to nas wzmocni!

      Usuń

Przemyślenia? Podziel się! Pytania? Śmiało!